RSS
czwartek, 06 października 2011
minął rok...

Po 29 razach odkryłam, dlaczego w dniu urodzin wręcza się prezenty solenizantom:

na pocieszenie z powodu mijających nieubłaganie lat!

21:39, leleina
Link Komentarze (1) »
niedziela, 10 października 2010
nadszedł czas akceptacji

Nadszedł dzień urodzin.

Na początek przygnębienie.

Potem totalna apatia.

Po ostrej dawce cukru - akceptacja.

Przyszedł czas zrozumieć, że nic się nie da zmienić, mijających dni nie zawróci kijem nikt. Do przodu iść trzeba z głową podniesioną, bo teraz to już tylko lata dojrzałości, samoakceptacji i pełni życia... - mam nadzieję.

22:28, leleina
Link Komentarze (2) »
niedziela, 25 lipca 2010
stan zapalny ustąpił, choroba - nie

No więc....wlazłam do empiku między półki....rozglądam się, szukam inspiracji..minęłam jeden dział, minęłam drugi dział...dotarłam do książek o fotografowaniu.

Wzięłam do ręki jedną z wielu i przeglądam - zaczęłam od ceny 60 zł, cena spora jak na moje zasoby, więc postanawiam zaczerpnąć z niej tyle ile się da, bo tyle kasy nie mam na książkę....i staram się skupić i zagłębić techniki oświetlenia, gdy moje prawe ucho zostało brutalnie zaatakowane przed dwie fanki ojca rydzyka.
Trajkotały jak nakręcone, o telewizji Trwam, o Ojcu Pio, o stygmatach, o Tusku, o Kaczyńskim, o milionie różnych spraw, prezentując przy tym poglądy całkowicie odmienne od moich... nie dałam rady, podeszłam do młodej sprzedawczyni i powiedziałam przepełniona irytacją: czy może pani włączyć jakąś muzykę? byle głośno! bo te dwie fanki telewizji Trwam tak napier...ają, że własnych myśli człowiek nie słyszy.

Pani się roześmiała i włączyła muzykę...jednak za cicho...

Przeniosłam się do innego działu...postałam tam długo, wybrałam książkę...a panie kulturalnie toczyły swoją rozmowę jeszcze długo po moim wyjściu.

23:01, leleina
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 20 maja 2010
stan posiadania

Choćby nie wiem jak bardzo dwie połówki jabłka pasowały do siebie, to i tak każda z połówek ma swój prywatny wszechświat. Ważne, żeby te wszechświaty się równoważyły...

22:47, leleina
Link Dodaj komentarz »
środa, 31 marca 2010
o miejscu we wszechświecie

Bywają takie chwile w życiu, kiedy po prostu słońce nie wychodzi zza chmur.

Kiedy nie można przypomnieć sobie, jak to jest myśleć pozytywnie.


Ale na szczęście bywają również takie chwile, kiedy wszystko nagle wpada na swoje miejsce. Dzięki drobnostkom. Nagła zmiana rutyny. Spontaniczne wyjście na kawę, nowe buty czy rozmowa z kimś o podobnym sposobie postrzegania  świata.

I ta chwila wystarczy, że zobaczyć siebie jako część układanki - część, która znalazła się na właściwym miejscu.

Wtedy można osiągnąć uczucie spokoju.

Tylko nie można zbyt mocno zdawać sobie z niego sprawy, bo złośliwie chochliki nie śpią...

22:20, leleina
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 28 marca 2010
rzecz o wykładaniu

Nastały takie czasy, że spore grono ludzi dokształaca się weekendowo.

Ale nie o nich będzie mowa.

Mowa będzie o osobach, które podjęły się wykładania weekendowo.

Pośród wielu wykładowców wyróżnia się jeden z kilku typów.

Typ - jestem fajny.

Typ ten na "dzień dobry" chce pokazać jakim to nie jest luzakiem, że na jego przedmiocie nie będzie trzeba robić notatek. A jest faki fajny, że w sumie egzaminu też nie zrobi.

Pytanie brzmi: co ten pan będzie robił?

(przykład z życia)

Pan rozdaje testy, które w poprzednich sezonach użyte zostały do końcowego egzaminu.
Zaopatrzony w klucz odpowiedzi, w szybkim tempie sprintera ma zamiar dobrnąć do końca 20 pytniowego testu i zakończyć zajęcia 3 godziny wcześniej (ku radości większości słuchaczy, którzy udają, ze wcale nie płącą ciężko zarobionymi pięniędzmi za to, żeby jednak zajęcia trwały tyle ile powinny). Wszystko idzie jak po maśle.
Pytanie pierwsze: odpowiedź A.

Pytanie drugie: odpowiedź B.

Pytnie trzecie: odpowiedź D...i nagle, jedna osoba złamała schemat prowadzenia zajęć od lat 3 "przepraszam, a co oznaczają pojęcia z pozostałych podpunktów, np. regres, boom i depresja?

uuuu, szok.

Wykładowca się zapowietrza i szukająć pomocy w oczach pozostałych słuchaczy próbuje wybrnąć z sytuacji. Ale nie jest łatwo.

Pytanie szóste: odpowiedź C... i ponownie pada pytanie"przepraszam, a co oznacza...."

Po trzecim wyłamaniu się słuchacza wykładowca oświadcza, że na następne zajęcie przygotuje odpowiedzi na zadanie wcześniej pytania. Oświadczenie to padło jeszcze 12 razy.

Bardzo, ale bardzo żenujące doświadczenie...a taki  FAJNY ten wykładowca, pełen luzu...

17:38, leleina
Link Dodaj komentarz »
sobota, 20 marca 2010
o sensie rozmów

Dzień kolejny.


W życiu każdego człowieka zdażają się sytuację konflitowe. Często, a wręcz codziennie spotyka się taki człowiek z innymi człowiekami, którzy nie grzeszą inteligencją.

I człowieki, na nieszczęście człowieka, nieświadomie mówią i robią rzeczy, które są poniżej wszelkich progów przyzwoitości zachowań między ludzkich.

Człowieki na przykład mają pretensję do ludzi o rzeczy, na które ci nie mają najmniejszego wpływu i na dodatek pretensje te wypowiadają (tu eufemizm) w bardzo prostacki sposób.

Po kilku takich wylewach pretensji normalny człowiek ma ochotę porozmawiać  i wytłumaczyć, co mu nie odpowiada w zachowaniu ludzia.

I wszystko byłoby dobrze - bo nie ma nic prostszego, jak podejść wytłumaczyć i po sprawie.

Wszytko byłoby dobrze, gdyby człowiek miał do czynienia z człowiekiem. W przypadku obcowania z człowiekami, sprawa się komplikuje.

Efekt rozmowy jest taki, że człowieki czują się zaatakowane i i ich reakcje na próbę porozumienia się z nimi przechodzą najśmielsze wyobrażenia.W odpowiedzi zaatakują człowieka z całą zaciętością i możliwościami swoich strun głosowych.

A potem to jest tylko gorzej...

Moje pytanie: czy są sposoby na człowieków? (pytanie to dręczy mnie przez większą część mojego życia)

12:34, leleina
Link Komentarze (2) »
wtorek, 16 marca 2010
o pani Wiesławie

Dzień siódmy.

 

Z ludźmi, którzy się pchają do rządzenia jest tak, że się do tego kompletnie nie nadają. I w momencie, gdy się okaże, że zadanie ich przerasta następuje katastrofa.

Pani Wiesława chętnie zgodziła się zostać zastępczynią szefowej na czas urlopu. Pierwszego dnia swoje zadania wykonywała szczęśliwie przejęta. Drugiego dnia okazało się, że jest trudniej niż myślała. Trzeciego dnia rozpłakała się bo worek na śmieci stał za mało z boku. A czwartego zaczęła poniżać pracowników - kolegów (cyt. "głupi grubas"; "nie pyskuj mi"). Piątego...no cóż, aż się boję ją jutro zobaczyć.

A mogła wieść żywot szczęśliwego szaraczka, co robi swoje i idzie do domu. A tu jak nic nerwica.

Widać każdy może mieć swoją prywatną nerwicę na własne życzenie lub nie.


 

21:06, leleina
Link Komentarze (2) »
sobota, 06 marca 2010
Rzecz o rozmnażaniu.

Dzień szósty.

Rozmnażać się powinni tylko mądrzy ludzie.

Dlaczego? Dlatego, żeby młoda matka nie opowiadała, że dziecku najlepiej leczy się kaszel czekoladą. Żeby dzieciak nie chodził cały dzień w jendym pampersie, bo na dwa dziennie rodziców nie stać. Żeby nie było tekstów: "pójdę do pracy...ale na maksymalnie 6 godzin i blisko domu i zasiłek muszą mi dać, bo chociaż nie ma kasy na cokolwiek, to przecież nie mogę się przepracowywać, bo dziecko urodziłam". Żeby dzieci nie chowały się same, albo jeszcze gorzej: jedne drugich.

Bo serce się kraja na widok tego, jak bardzo skazuje się te dzieci na walkę, na trudy i znoje. A nikt ich się przecież nie pytał, czy chcą się urodzić. Po prostu...sprowadzili na ten świat i niech sobie radzą.

Dlaczego?

Nie wie nikt.

Życie...

22:00, leleina
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 28 lutego 2010
O szaleństwie całkiem przeciętnym

Dzień piąty.

Słyszę piosenkę. Słyszę ją w głowie. Gdy siedzę, gdy leżę, gdy stoję. Jak idę – też ją słyszę...i we śnie. We śnie słyszę ją jeszcze wyraźniej. Ale to raczej normalne. Większość ludzi podobno tak ma – to mnie nie martwi. Martwi mnie natomiast pełnia.

W pełnię strach śnić.

Sny wydają się być takie realne, takie żywe.

Tej pełni śniły mi się piaskowe pająki wielkości dorodnego komara. Całe ciało miałam pokryte tymi jadowitymi stworami, które udawało się odpędzić tylko strumieniem wody.

W sny nie wierzę... ale to dziwne, że mi się te pająki przyśniły.

Jest taki sen, którego chyba żaden inny nie przebije.

Pewnej nocy podczas pełni przyśniły mi się wilgotne katakumby. Mroczne podziemne korytarze.

Po tych korytarzach goniła mnie wściekła różowa świnia.

Czy można coś takiego wytłumaczyć sennikiem?

22:08, leleina
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2